Słowo od założyciela: Dlaczego założyłem i chcę rozwijać Szkołę Wojny Gospodarczej?
Przemysław Pruciak, Founder & CEO Pruciak Capital
Zacznę od tego, od czego rzadko się zaczyna — od prawdy. Nie założyłem Szkoły Wojny Gospodarczej, bo obudziłem się pewnego ranka z misją edukowania świata. Założyłem ją, bo przez ponad dekadę w branży widziałem, jak wygląda przepaść między tym, czego uczą ludzi, a tym, co naprawdę działa. I miałem już dość patrzenia na to z boku.
Skąd się wziąłem
Moja droga nie była prosta ani zaplanowana. Zaczynałem od freelance’owego copywritingu w 2012 roku. Potem pracowałem z ludźmi, od których mogłem się uczyć — i uczyłem się szybko, bo nie miałem innego wyjścia. Gdzieś po drodze SEO stało się moją specjalizacją, a potem obsesją. Nie dlatego, że kocham algorytmy Google — ale dlatego, że zobaczyłem w SEO coś, czego większość ludzi w branży nie widzi: mechanizm budowania trwałej wartości biznesowej.
W 2021 roku założyłem Pruciak Capital. Nie dlatego, że miałem wielki kapitał albo inwestorów za plecami. Dlatego, że miałem pomysł, wiedzę i jaja, żeby go zrealizować. Pomysł był prosty — zbudować portfel własnych aktywów cyfrowych, które generują wartość przez organiczny ruch z Google. Nie jedną stronę, nie jednego bloga. Portfel kilkunastu wyspecjalizowanych serwisów, z których każdy jest osobnym biznesem z własnym potencjałem.
Dzisiaj Pruciak Capital zarządza ponad piętnastoma serwisami — od GoodAudio.pl, który konkuruje z największymi polskimi retailerami mając raptem dwieście SKU, przez rankingi.eu pokrywające dziesiątki kategorii produktów RTV-AGD, po serwisy edukacyjne, mediowe i niszowe portale branżowe. Każdy z tych serwisów nauczył mnie czegoś innego. I każdy z nich potwierdził to, w co wierzyłem od początku — że własne aktywa cyfrowe budowane na realnej wartości dla użytkownika to najtrwalsza forma biznesu w internecie.
Co mnie wkurza w branży edukacyjnej
Nie będę owijał w bawełnę. Większość tego, co sprzedaje się jako „edukacja biznesowa” w Polsce, to albo ściera, albo teoria oderwana od rzeczywistości, albo jedno i drugie naraz.
Widziałem kursy SEO prowadzone przez ludzi, którzy od lat nie wypozycjonowali niczego własnego. Widziałem szkolenia z e-commerce od „ekspertów”, których jedynym produktem jest właśnie to szkolenie. Widziałem bootcampy z AI, po których ludzie umieją napisać prompt do ChatGPT, ale nie mają pojęcia, co z tym zrobić w kontekście prawdziwego biznesu. I widziałem studia podyplomowe, które za piętnaście tysięcy złotych dają Ci dostęp do profesorów, którzy ostatni raz dotknęli żywego projektu za rządów Tuska. Pierwszego.
To nie jest złośliwość. To jest frustracja człowieka, który codziennie prowadzi kilkanaście projektów, widzi jak szybko zmienia się rynek — i patrzy, jak ludzie płacą za wiedzę, która jest nieaktualna w momencie zakupu.
Rynek potrzebuje czegoś innego. I wiedziałem, że mogę to dać — bo mam coś, czego większość edukatorów nie ma. Mam żywy organizm, na którym mogę uczyć.
Dlaczego „Wojna Gospodarcza”?
Bo to jest najbardziej uczciwe określenie tego, co robimy każdego dnia. Prowadzenie biznesu w internecie to nie jest spacer po parku. To jest wojna o widoczność, o uwagę, o pozycje w Google, o konwersje, o marże, o przetrwanie.
Kiedy buduję nowy serwis i walczę o to, żeby Google go zauważył wśród tysięcy konkurentów — to jest wojna. Kiedy projektuję setki landing page’ów, które muszą odpowiadać na konkretne intencje użytkowników lepiej niż to, co już jest w wynikach wyszukiwania — to jest wojna. Kiedy wdrażam rozwiązania AI do działającego biznesu i muszę to zrobić tak, żeby nie popsuć tego, co już działa, a jednocześnie dać realny skok wydajności — to jest wojna.
I tak jak w prawdziwej wojnie — nie wygrywa ten, kto przeczytał najwięcej podręczników taktyki. Wygrywa ten, kto był na polu bitwy, dostał w zęby, wyciągnął wnioski i następnym razem zrobił to lepiej.
Szkoła Wojny Gospodarczej ma przygotowywać ludzi do tej właśnie rzeczywistości. Nie do zdawania egzaminów. Nie do zbierania certyfikatów. Do wygrywania.
Dlaczego na własnych zasobach?
To jest chyba najczęstsze pytanie, jakie słyszę. Dlaczego otwieram swoje serwisy, swoje dane, swoje strategie przed ludźmi, których uczę? Czy się nie boję, że ktoś to skopiuje?
Nie boję się. Z dwóch powodów.
Po pierwsze — kopiowanie bez zrozumienia nie działa. Mogę pokazać komuś dokładną architekturę rankingi.eu, dać mu dostęp do danych z Search Console i wyjaśnić każdą decyzję, którą podjąłem. Jeśli ta osoba nie rozumie, dlaczego podjąłem tę decyzję, a nie inną — skopiowanie struktury nic jej nie da. Kontekst jest wszystkim. I właśnie kontekstu uczę.
Po drugie — uczenie na żywym organizmie jest jedynym sposobem, który naprawdę działa. Mogę opowiedzieć komuś, jak budować serwis od zera. Albo mogę mu pokazać serwis, który zbudowałem trzy miesiące temu, i razem z nim analizować, dlaczego jedne podstrony już zbierają ruch, a inne nie. Mogę mu dać dostęp do prawdziwych danych i powiedzieć „pokaż mi, co byś zmienił”. I potem wspólnie sprawdzić, czy to działa. To jest nauka, której nie da się zasymulować w żadnym kursie online.
Co chcę zbudować?
Moja wizja Szkoły Wojny Gospodarczej wykracza daleko poza kolejną platformę edukacyjną. Chcę zbudować miejsce, które kształci ludzi gotowych do prowadzenia biznesu w erze AI. Nie teoretyków — praktyków. Ludzi, którzy wychodzą z tego procesu z realnymi umiejętnościami, potwierdzonymi realnymi wynikami na realnych projektach.
Kształcimy trzy kluczowe role. AI-driven Business Managerów — ludzi zdolnych do zarządzania biznesami wykorzystującymi sztuczną inteligencję i wdrażania AI do istniejących organizacji. AI-driven SEO Specialistów — specjalistów, którzy wykorzystują AI jako rdzeń swojego warsztatu SEO i potrafią skalować działania na poziomie niedostępnym tradycyjnymi metodami. I SEO-driven Master Influencerów w RTV-AGD — ekspertów branżowych, którzy budują własne aktywa cyfrowe zamiast być zakładnikami algorytmów social mediów.
To są role, na które rynek ma rosnące zapotrzebowanie — ale których żadna uczelnia nie uczy, bo żadna uczelnia nie ma zasobów, na których mogłaby uczyć. My mamy.
Filozofia, która za tym stoi
Przez trzynaście lat w branży wypracowałem podejście, które nazywam budowaniem na własnym gruncie. Nie budujesz na cudzej platformie, nie uzależniasz się od jednego źródła ruchu, nie gonisz za trikami, które działają trzy miesiące. Budujesz własne aktywa cyfrowe, które dostarczają realną wartość użytkownikom — i dlatego wyszukiwarki je nagradzają widocznością.
To samo dotyczy kompetencji. Nie uczysz się obsługi narzędzia, które za rok może nie istnieć. Uczysz się myśleć w sposób, który pozwala Ci adaptować się do każdego narzędzia. Nie zbierasz certyfikatów — budujesz portfolio wyników.
Szkoła Wojny Gospodarczej jest naturalnym przedłużeniem tej filozofii. Tak jak buduję portfel serwisów na własnym gruncie, tak buduję szkołę na własnych zasobach. Bo wierzę, że najlepsza szkoła to ta, która ma skórę w grze — której sukces zależy od sukcesu ludzi, których kształci, i od jakości własnych biznesów, na których kształci.
Na koniec
Nie obiecuję, że będzie łatwo. Nie obiecuję, że w trzy miesiące zmienisz swoje życie. Nie obiecuję cudownych rezultatów — bo w biznesie cuda nie istnieją. Istnieje ciężka praca, mądre decyzje i konsekwencja.
Obiecuję natomiast, że to, czego się nauczysz, będzie prawdziwe. Przetestowane na żywym organizmie. Potwierdzone danymi. I użyteczne — nie za rok, nie kiedyś, ale teraz.
Bo po to założyłem Szkołę Wojny Gospodarczej. Nie żeby uczyć ludzi teorii. Żeby uczyć ich wygrywać.
